Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdziały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdziały. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 9: Spławić ją


To niżej dedykuję Loxis Lovii
Dziękuję Co kochana, że pomagasz <3


Violetta

Może Fabien i jest nieodpowiedzialny i bezkonsekwentny, ale dotrzymuje danego słowa. Powiedział, że porozmawia z Leonem? Powiedział i zrobił to. Teraz tylko Leon musi się namyślić. Trochę się nie spokoje, że on jednak nie będzie chciał wyjaśnień. Dalej będzie trzymał swojej strony.Nagle moje przemyślenia przerwał głos bruneta.
-Violetta, wychodzę! - krzyknął z dołu. Na te słowa szybko wyskoczyłam z łózka. Jak burza wybiegłam z pokoju i szybko pokonałam schody.
-Fabien, czekaj!- krzyczała biegnąc po schodach. Chłopak był już przed drzwiami frontowymi. Gdy go zobaczyłam stał do mnie tyłem i miałam takie przeczucie, że przewraca oczami. Cięrzko westchnął i powoli się odwrócił.Spojrzał na mnie i podniósł pytająco brew.-Kiedy wrócisz i gdzie idziesz?- zapytałam bez tchu. Chłopak na moje pytanie zmarszczył brwi i spojrzał jak na idiotkę. -No co?- lekko się zdziwiłam. Przecież zadałam takie proste pytanie, a on nawet tego nie zrozumiał.
-Nie jestem twoi mężem, narzeczonym ani cgłopakiem. Nawet nie wiem czy naprawdę cię lubię.- burknął niezadowolony i chciał wyjść, ale ja byłam szybsza i złapałam go za nadgarstek i odwróciłam w moją stron. Przekręcił teatralnie oczami i spojrzał znudzony.
-Za to ostatnie chciałam oberwać ci ten pusty łeb. Nie wiem jak ja tu wytrzymuję, mam przed twoją rodziną udawać zakochaną w tobie, Kiedy tak naprawdę ciebie nie znoszę. Kocham Leona i przez twój tyłek nie mogę nic zrobić, by być szczęśliwa. A jeżeli mi teraz nie powiesz gdzie idziesz i kiedy wrócisz twój tyłek oberwie i to ostro.- powiedziałam ostrzegawczo. Zacisnął usta w cienką linię i oczami błądził po pomieszczeniu.  Delikatnie wyrwał rękę z mojego uścisku i stanął wyprostowany przodem do mnie.
-Idę do Diego, nie wiem kiedy wrócę.- rzucił beznamiętnie. Nic więcej nie powiedział tylko odwrócił się w napięcie i wyszedł trzaskając drzwiami. Ciężko westchnęła. postanowiła się troszeczkę ogarnąć i zrobić sobie coś do jedzenia.
Gdy byłam już po porannych czynnościach , postanowiłam pójść do kuchni, by zrobić sobie coś do jedzenia Gdy byłam w odpowiednim pomieszczeniu rozejrzałam się dookoła. Postanowiła, że zrobię naleśniki. Z szafek wyjęłam odpowiednie składniki, a potem zaczęłam je łączyć ze sobą.Po nie całych 10 minutach śniadanie było gotowe. Jedzenie położyłam na stole i zaczęła je jeść. Byłam strasznie głodna.
Podczas posiłku myślałam co by tu dzisiaj zrobić. Hmm...Może Francesca będzie miała czas.Chwyciłam telefon leżący na kuchennym blacie. Prędko odszukałam jej numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
Pierwszy sygnał...drugi sygnał...trzeci syg...odebrała
-Hej, Violu jak tam?- zapytała wesołym głosem.
-Hej, kochana. Co porabiasz?- zapytałam z zaciekawieniem
-Uczę się.- rzuciła bez tchu. No jasne, jakbym jej nie znała.
-Oj Fran, przecież są wakacje.- powiedziałam z pretensjami
-Violetta ty nie rozumiesz, ja chce...- nie dałam jej dokończyć.
-Dobrze zdać egzaminy?- zapytałam dla pewności.
-Dokładnie.- powiedziała z powagą w głosie.
-Okej, teraz wszystkie książki idą na bok, a ich właścicielka na spacer z swoją kumpelą. -powiedziałam zachęcająco.
-No nie wiem...
-Dobrze to spotykamy się w parku, za pół godziny. Pa- rzyciłam wesoło i się rozłączyłam.
Głośno westchnęłam. Ach ta Włoszka.

***

Idę spokojnym krokiem w stronę parku. Nie spieszy mi się. Są wakacje i nie mam nic do roboty. Chce po prostu pogadać wyżalić się przyjaciółce. Osobie, która wysłucha i doradzi.Nie które dziewczyny poszłyby do swoich matek, czy cioć, ale ja nie mam tak dobrego kontaktu z rodzicami. Oni mają w ogóle inny pogląd na świat.Westchnęła głośno i weszłam do parku. O tej porze roku drzewa były zielone, trawa tak samo, pogoda ciepła. Lato jak lato. Lubię tę porę roku, choć i tak bardziej ciągnie mnie do jesieni.
Wolnym krokiem spacerowałam alejkami dość dużego parku. Nawet samej się przejść daje dużo do myślenia, choć to nie to samo jak wyrzucić to z siebie.
-Violetta!- usłyszałam głos za sobą. Od razu poznałam kto to. Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącą w moją stronę Włoszkę. Na jej widok szeroko się uśmiechnęła.
Dziewczyna podbiegła do mnie i mocno do siebie przytuliła.
-Hej, kochana.- powiedziała tuląc do siebie Francescę.- Jak tam!- zapytała odrywając się i lustrując ją wzrokiem. Czarnowłosa była ubrana w truskawkową sukienkę i białe balerinki. Wyglądała naprawdę ładnie.
-Dobrze, ale dobrze, że jednak mnie wyciągnęłaś bo muszę z tobą poważnie porozmawiać.- powiedziała poważnie poprawiając pasek od kremowej torebki spadający z ramienia dziewczyny. "No pięknie" pomyślałam i cicho westchnęła. Dobrze wiedziałam o czym chce rozmawiać.
-Violetta, co ci strzeliło do głowy. Przecież w liceum byliście jak kot z psem, a teraz narzeczonymi. Coś mi ni gra. Myślała, że to z Leonem coś tak będzie, ale że z nim.- powiedziała z ogromnymi pretensjami. Co ja jej mam teraz powiedzieć. Prawdę! No nie wiem.
-Fran, słuchaj. Nie wiem jak ci to powiedzieć...- nie mogłam znaleźć odpowiednich słów.
-No jak! To proste. Słowami Vilu, słowami.- Włoszka nadal była oburzona tą całą sytuacją.
-Violu, przecież  wiesz, że możesz mi powiedzieć, wszystko.- już mówiła spokojnym głosem.- Pamiętasz? Przyjaciółki na dobrze i na złe.- serdecznie się uśmiechnęła, a w jej głosie było słychać... coś takiego, że od razu serce miękło.
"Powiem jej" w myślach podjęłam decyzję.
-Fran, chodzi o to, że ja tak nap...- nie zdążyłam dokończyć, bo przerwał mi dzwoniący telefon. Mój telefon.Spojrzałam na włoszkę przepraszająco i wszystko wyciągnęła urządzenie z torebki. Na wyświetlaczu pisało Leon. '' Nie wierzę, nie wierzę,  nie wierzę!" Szybko odebrałam połączenie.
-Halo!- starłam się by mój głos brzmiał spokojnie.
-Hej. - powiedział dość nieśmiało.- Słuchaj, wczoraj był u mnie Fabien i mówił coś tam, że to wszystko to nieprawda i, że tak się umówiliście...- urwał się, chyba nie wie co z tym zrobić
-To prawda.- szepnęłam. Co mam więcej powiedzieć.
-Może byśmy się spotkali i porozmawiali na spokojnie co!- zaproponowałam.- Gdzie teraz jesteś?- zapytałam spoglądając na zdziwioną dziewczynę.
-Jestem w tym samym parku co ty i właśnie na ciebie patrzę. powiedział spokojnym głosem. Gdy to usłyszała zaczęła się obracać w różne strony w poszukiwaniu jego.
-Nie wierzgaj, bo chce z tobą porozmawiać w cztery oczy, a z Francescą to nie będzie możliwe.- wyjaśnił uspokajając mnie.- Dobrze, a teraz spław ją.
-Jak ja mam to zrobić?!- krzyknęłam oburzona do telefonu.
-A to już twoja działka. Będę czekał przy jeziorku.- szepnął uwodzicielsko i się rozłączył.
"Mam spławić Francescę... ciekawe jak" pomyślałam. Dobra już chyba mam.
-Kto dzwonił?- zapytała zaciekawiona czarnowłosa.
-To był...- "mój tata."-... Fabien.-"pięknie"
-A co chciał?- drążyła temat.
-Powiedział, że muszę koniecznie wracać do domu, bo ma jakieś tam plany dotyczące firmy.- może jakoś wybrane.
-I co z tego wynika?- nie odpuszcza.
-Kochana, naprawdę muszę już iść, al może jutro się znowu spotkamy i pogadamy szczerze. - Rzuciłam szybko i pocałowałam ją na pożegnanie w policzek. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjście z parku, tak by musiała, ze naprawdę stąd wychodzę. Gdy odwróciłam się zobaczyłam, że dziewczyny niema. Postanowiłam skrócić sobie drogę do jeziorka. Zamiast dróżką pobiegłam przez trawę. No i naprawdę szybko tam się znalazłam. Gdy byłam na miejscu rozejrzałam się dookoła. Nigdzie go nie wiedziała.
 Postanowiłam zaczekać na niego. Podeszłam do pierwszej ławki. Usiadłam i zaczęłam obmyślać jak potoczy się nasza rozmowa.
Nie minęło 5 minut, a poczułam jak ktoś siada obok mnie.Te cudne perfumy... Odwróciłam głowę  w tą stronę. Zobaczyłam go. Jak zawsze piękny. Na twarzy miał lekki uśmiech.
-Hej.- powiedział i powiększył swój uśmiech.
Och... jest tu...

***

No i mamy 9 rozdział
Tak wiem miał być OS, ale jakoś nie mogę zabrać się do napisania jego. 
Nie będę się rozpisywać
Liczę na komentarze i bardzo dziękuję z tyle wejść na mojego bloga
Pozdrawiam
Lucyy

piątek, 10 października 2014

Rozdział 8: Powiedziałem

Ten rozdział dedykuję jednej takiej myszce o imieniu  Verkaa Blanco :D

Przepraszam, że dedykuję ci taki denny rozdział

Pozdrawiam :****




Violetta

Po prostu genialnie! Wspaniale, extra! Mam teraz z nim zamieszkać, kiedy ja chce być z jego bratem. Dlaczego ja się w ogóle się na to zgodziłam?! Co mnie tknęło do takiego czynu! Mogłam po prostu powiedzieć jaka jest prawda. Ale nie! Musiałam się zgodzić. No bo co dobra Viola zawsze pomorze w biedzie. Nie wiem co mam teraz zrobić... Powiedzieć jak jest na prawdę ? Dalej to ciągnąć? Nie wiem! Co mam zrobić.
Właśnie siedzę w moim nowym pokoju. To znaczy to jest pokój gościnny bo za chiny nie będę spała w jednym pokoju z nim, a co powiedzieć w jednym łóżku. Ale o mnie denerwuję. Ciągle powtarza, że jakoś się ułoży, że będzie dobrze i tym podobne. Taa... Wszystko będzie dobrze jak Będę miała przy siebie Leona. Kiedyś uduszę tego Verdasa. To znaczy Fabiena. Nagle do pokoju wszedł "mój" , "kochany" idiota.
-Violu wszystko w porządku?-zapytał zmartwiony. On się jeszcze pyta?! Bałwan jeden W środku gotowałam się . niech on wyjdzie z tego pokoju bo nie ręczę  za siebie i mogę zapewnić, że poleje się krew. Nie ważne czyja to będzie krew.
Spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem. Gdy zobaczył mój wyraz twarzy cofnął się lekko do tyłu. Odczekał kilkanaście sekund i znów powtórzył pytanie. Wzięłam głęboki wdech, gdy już chciałam się uspokoić. Grzecznie wyczekiwał na odpowiedz. Muszę przyznać chłopak ma takt. Bardzo dobrze poukładany. Gdybym go nie znała to właśnie tak bym pomyślała o nim. Tylko, że prawda jest w ogóle inna. Jeszcze razwzięłam głęboki wdech i spojrzałam na niego
-Gdy ciebie nie było było idealnie-powiedziałam oschle.-Ale i nie tylko teraz. Jeszcze w Madrycie było dobrze, nawet bardzo dobrze.-rzuciłam nadal patrząc na niego. Widać było, że nie ma pojęcia co powiedzieć. Albo po prostu układa sobie w głowie co chce mi powiedzieć. Leciutko, ale to prawie nie widocznie poruszał ustami, jak by układał słowa. Patrzył raz na mnie, raz na swoje ręce, a potem błądził wzrokiem po pomieszczeniu.. Co do "naszego" domu nasi rodzice szybko się uwinęli. Nawet bardzo. Tego samego dnia dostaliśmy klucze i kazali nam się przeprowadzić. Mówili, że nie chcą nam się plątać i przeszkadzać. Oni w ogóle mi nie przeszkadzali. Bardzo lubię rodziców Leona i Fabiena.Obaj są bardzo dobrze wykształconymi i przyjaznymi osobami.
Ona jak zawsze uśmiechnięta kobieta. Ma troszeczkę ciężki charakter, o ile opowiadał mi Leon. Ale ile czasu ja ją znam, to jest zawsze pogodną i wesołą kobietą.
On prezes ogromnej firmy architektonicznej. Jego nazwisko jest znane prawie na całym świecie. Z charakteru jest bardzo ciepłą osobą. Tak samo jak jego żona świetnie wykształcony.
Teraz sobie tak myślę, po kim Leon odziedziczył upór, a Fabien ten swój charakter. Nawet nie mogę go opisać słowami. Egoizm... nie mam zielonego pojęcia.
-Violetta, obiecałem ci, że przez ten czas będziesz razem z Leonem i dotrzymam słowa.-z rozmyśleń wyrwał mnie głos bruneta.-Jeszcze dzisiaj pojadę do Leona i powiem mu prawdę.-zapewnił mnie Verdas podchodząc bliżej.
-Naprawdę?-podniosłam głowę do góry . On na odpowiedz pokiwał twierdząco głową i wyciągnął rękę w moją stronę. Lekko się uśmiechnęłam i chwyciłam jego dłoń. Pomógł w stać z łóżka. Stanęłam na przeciwko niego. Spojrzałam na jego twarz. Szeroko się do mnie uśmiechnął. Odwzajemniłam jego czyn. Przytuliłam się do niego, a on odwzajemnił uścisk. Czułam się przy nim dobrze, lecz z Leonem było jeszcze lepiej. Nagle poczułam jak jego dłoń zjeżdża niżej i ściska mój pośladek. Okej już przesadził. Szybko chwyciłam jego dłoń i zabrałam z mojego tyłku.
-Nie pozwalaj siebie.-warknęłam. Na odpowiedz usłyszałam tylko jego śmiech.-Ej mówię poważnie. Nie wciągniesz mnie do łóżka.-powiedziałam odsuwając się od niego i patrząc na  złowrogo. On tylko cwaniacko się uśmiechnął.
-Trudno. Nie będę po tobie płakał.-powiedział obojętnie. Odwrócił się w stronę drzwi z zaczął podążać w ich kierunku.
-A ty to gdzie?-zapytałam robiąc mały krok do przodu. Chłopak odwrócił się do mnie przodem.
-Poszukać sobie czegoś dzisiaj. Nie tylko ty jedna jesteś w tym mieście.-rzucił z niechęcią.
-O nie, nie, nie.-powiedziałam podchodząc jeszcze bliżej.-Obiecałeś mi coś i masz dotrzymać słowa.-powiedziałam poważnie. Fabien ciężko westchnął Widocznie nie chciało mu się tego robić, ale nie odpuszczę tak po prostu.
-Fabien ...-zaczęłam groźnie ale mi przerwał.
-Okej, okej już jadę do tego twojego ukochanego.-powiedział wychodząc z pokoju. Według mnie raczej chciał uniknąć tej rozmowy. Ale co mnie to, oby powiedział Leonowi prawdę. To najważniejsze.
Tak naprawdę wątpię, że da się mu wszystko wytłumaczyć. Jeżeli nie wysłuchał mnie, to co powiedzieć, że da dojść do słowa swemu bratu. No ale może coś z tym zrobi i będzie po staremu. Tak jak by...

***

Jeżeli tak powinno wyglądać życie z Fabienem to ja dziękuję. Jest godzina 23.46 a "mojego" księcia nie ma. Z domu wyszedł o godzinie gdzieś około 17. Nie to żebym się martwiła, ale w ogóle nie wiem czy Fabien rozmawiał z Leonem, czy od razu po wyjściu poszedł do koleżanki.Wkurza mnie to i nawet bardzo.Jak wróci do domu to będzie miał przechlapane. Uuuu, już brzmię jak jakaś jego żona, z którą sypia od czasu do czasu.
Gdyby jednak porozmawiał z Leonem, a ten by uwierzył na pewno by do mnie przyjechał, a choć by zadzwonił. Nic. Pusto. Żadnych wieści. Poirytowana wypuściłam z płuc powietrze i położyłam szklankę z gorącą herbatą na blat. Gdybym mogła wylała bym ją mu na głowę. Ale nawet pod wielkim wpływem złości tak naprawdę bym tego nie zrobiła. To znaczy zrobiła, ale zimną nie gorącą wodą. Już mam nawet pomysł jak przywitać "mojego" narzeczonego. Otworzyłam szafkę wiszącą za mną. Było tak sporo szklanek. Chciałam wziąć jedną z nich, ale w połowie drogi się zatrzymałam i cwaniacko się uśmiechnęłam. Zamknęłam z powrotem szafkę i odwróciłam się tyłem do niej. Spojrzałam na rondelek stojący na blacie, obok płyty indukcyjnej. Podeszłam do niego i chwyciłam go za uchwyt. Wlałam o środka lodowatej wody z kranu i postawiłam na wyspie kuchennej. Wystarczy czekać.
Po nie całej pół godzinie usłyszałam jak drzwi wejściowe się zamykają. To pewnie on. Szybko podniosłam się z sofy z i zwinnym krokiem pobiegłam do kuchni.
-Violetta? Gdzie jesteś?-usłyszałam jego głos do biegający z przed pokoju.
-Tu jestem !-odkrzyknęłam mu i chwyciłam garnek z wodą.
-Violu słuchaj, ma dla ciebie do...-nie zdążył dokończyć gdyż wylałam na niego zawartość rondelka. Brunet aż podskoczył, gdy poczuł na sobie zimną ciecz. Spojrzał na mnie z szokiem wymalowanym na twarzy. Szeroko się uśmiechnęłam i odłożyłam przedmiot na miejsce.
-Co to miało być?!-krzyknął wściekły.
-To za to, że tyle miałam przez ciebie czekać. A ty tym czasem bawiłeś się z jakąś koleżanką.-powiedziałam z wyrzutami.
-Okej, przyznam, że mogłem zadzwonić ale zapomniałem.-powiedział już spokojniejszym tonem.
-Zapomniałeś?!-myślałam, że wybuchnę.
-Spokojnie.-powiedział kierując się do łazienki.-Wszystko załatwiłem-gdy to powiedział od razu humor mi się poprawił.
-Leon uwierzył?!-krzyknęłam podekscytowana. Chłopak zatrzymał się i popatrzył w moją stronę.
-No nie zupełnie...
-Jak to niezupełnie. To powiedziałeś mu czy nie?
-Powiedziałem.
-I co?
-Najpierw nie uwierzył, ale potem powiedział, że musi to przemyśleć i, że skontaktuje się z tobą.
Taaaaaak! Jest jeszcze nadzieja

***

Taaa...
Troszkę denny...
Tą akcję z wodą długo się zastanawiałam czy dodać
Jednak dodałam i myślę sobie czy nie zrobiłam błędu
Jak coś mówcie usunę ten fragment
Jak widzicie w następnym rozdziale może coś się stać
Tylko co??
Okej nie przedłużam i czekam na opinię
Lucyy



poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział 7: Nie z tą dwójką

Rozdział dedykuję Vickiii :D

Pozdrawiam cię kochana xD


Fabien

Gdy tylko Leon usłyszał co powiedziała Violetta, nie wytrzymał i wyszedł z salonu, a potem z domu. Violetta od razu rwała się żeby pobiec za min. Na chwile ją zatrzymałem, żeby nikt nic nie podejrzewał. No, wszystko  idzie po mojej myśli. Kilka miesięcy będziemy udawać zakochaną parkę, a potem szatynka będzie zmuszona mnie rzucić. Choć wiem, że zrobiła by to nawet w tej chwili. Widać, że naprawdę kocha mego brata i o dziwo mnie to cieszy. A tak w ogóle mam ogromną nadzieję, że Leonowi da się wszystko wyjaśnić. Ale wątpię w to wszystko. Od zawsze Leon był uparty. Jako dziecko czasami był nie znośny. Jak się o coś uprze to nie odpuści. I to nie zmieniło się do dzisiaj. Ale może Viola ma jakiś haczyk na niego. Bo naprawdę chce, żeby byli szczęśliwi nawet przez ten czas. Tylko przy ludziach być ze mną.
Gdy Viola wybiegła za moim bratem postanowiłem pójść jej śladem. Wyszedłem na podwórko. Rozejrzałem się do o koła i wypuściłem powietrze z płuc. Zauważyłem Violettę biegnącą chodnikiem. Jeszcze raz obejrzałem się i powolnym krokiem poszedłem w tą samą stronę gdzie pobiegła szatynka.
Tak idąc myślałem o wielu sprawach. Na przykład o tym jak to będzie układała się moja przyszłość. Może jak to mówią moi rodzice, ustatkuje się , znajdę sobie kobietę życia, albo po prostu z którą będę się dobrze czuł. Tak sobie teraz myślę czy che mieć dzieci, czy jednak nie? Właśnie to pytanie dręczy mnie już od jakiegoś czasu. Tak za bardzo nigdy nie lubiłem dzieci. Zawsze mnie denerwowali, wkurzali i tym podobne. Ale gdy zobaczyłem jak mojemu znajomemu urodził się syn, to po prostu nie mógł wytrzymać ze szczęścia, choć to było niechciane dziecko. Czas pokarze.
Nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie widok kłócących się dwóch osób. Jak się później okazało to byli Violetta i Leon. Chciałem podejść do mich i troszeczkę załagodzić sprawę, bo już na pierwszy rzut oka było widać, że mój brat nie uwierzyła szatynce. Gdy już byłem gotowy,żeby coś powiedzieć Leon odwróciła się w napięcie i poszedł. Z daleka było widać, że jest nieźle wkurzony. Nie poszło najlepiej. Pomyślałem i spojrzałem na szatynkę, która na dal wpatrywała się w to miejsce gdzie jeszcze kilka sekund temu znajdował się szatyn. Dziewczyna była zrozpaczona. Nie chciałem pogarszać spawy, więc stałem cicho. Czekałem na jaką kolwiek reakcję z jej strony. Po nie całej minucie spojrzała na mnie z zapłakanymi oczami.
-Nie wierzy mi...-łkała. Aż mi żal jej się zrobiło. To trochę moja wina. Trochę?! To wszystko moja wina. Ale jak zaczęliśmy musimy to zakończyć perfekcyjnie. A jak do pilnuję, że w między czasie naszego to znaczy mojego planu Viola i Leon będą razem.
Nic nie powiedziałem, tylko mocno ją przytuliłem. Dziewczyna szybko wtuliła się we mnie i chciała się uspokoić. Pomagałem jej w tym mówiąc, że wszystko będzie dobrze i, że wszystko załatwię. Nie trwało to długo ponieważ po jakichś 2 minutach szatynka już mogła normalnie mówić.
-Jak? Już lepiej?-zapytałem dla pewności. Dziewczyna pokiwała lekko głową i blado się uśmiechnęła.
-Lepiej.-szepnęła -Możemy już wracać. Ale pamiętaj obiecałeś, że wszytko załatwisz.
-Tak pamiętam jeszcze dziś planuje z nim porozmawiać. A teraz idziemy bo czekają na nas.

***

Właśnie w raz z Violą weszliśmy do domu moich rodziców. Gdy znajdowaliśmy się w salonie  prawie gości zniknęło. Zostali tylko rodzice szatynki i moi.
Gdy tylko nas zobaczyli szybko się podnieśli.
-A Leon to gdzie?-zapytała z lekka zdenerwowana mama.
-Powinien z raz się pojawić.-powiedziałem obejmując ramieniem dziewczynę stojącą obok mnie. Czułem kiedy ją dotknąłem lekko zadrżała i zesztywniała. Sam bym nie chciał być w takiej sytuacji jak ona. Ale na pewno to szybko się skończy
-Poszedł się przejść.-sprostowała Vilu.
-Aha to dobrze, bo ja i tatą mamy wam coś bardzo ważnego do powiedzenia.-powiedziałam dość stanowczym głosem.
Okej nie mam zielonego pojęcia o co może chodzić. Może już się dowiedzieli o naszym przekręcie? Oby nie . Jak by to zrobili miałby przechlapane.
Na Leona nie czekaliśmy zbyt długo. Po nie całych 10 minutach pojawił się w domu, choć nadal był zły, a może wkurzony...
-Leon musimy porozmawiać.-powiedziała nasza rodzicielka wstając z białej skórzanej kanapy.
-Nie mam ochoty. Nie z tą dwójką.-ostatnie słowa ledwo co rozpoznałem. Spojrzał jeszcze raz na naszą dwójkę, odwrócił się w napięcie i zaczął podążać w stronę schodów.
-Wracaj, to bardzo ważne.-tym razem odezwał się nasz ojciec. Szatyn zatrzymał się. Westchnął ciężko i odwrócił się w naszą stronę.
-Słucham.-powiedział podchodząc do nas wolnym krokiem.-Mówcie...
-Więc tak, wiemy jakie plany macie na przyszłość. I swoje życie planujecie wieść tutaj... w Buenos Aires. Dlatego my i rodzice Violi postanowiliśmy wam ułatwić początek tego życia.-powiedziała nasza matka wymachując przy tym rękoma. Violetta spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Sam z tej wypowiedzi nie wiele wywnioskowałem. Spojrzałem na ukochanego mojej narzeczonej. Heh jak to ciekawie brzmi. Po jego minie można powiedzieć, że też nic nie zrozumiał
-Emm... co proszę...?-powiedziałem jako pierwszy.
-Tak w skrócie, kupiliśmy wam dom. A raczej domy, bo jak tak na was patrze to było by najgłupszym pomysłem jaki kol wiek wymyśliłem w swoim życiu. -zaśmiał się mój ojciec. Czegoś takiego się nie spodziewałem
-I, że co? Każdy będzie miał swój dom-zapytałem z nadzieją.
- Leon będzie miał własny dom, a ty i Viola wspólny.-powiedziała uszczęśliwiona blondynka.
O kurde...

***

No i mamy następny rozdzialik
Więc jak sami widzicie Leonetty nie ma...
Ale będzie i to nawet szybko :D
Viola i Fabien co raz bardziej wpadają do bagna...
Jak z tego wyją dowiecie się później xD
Pozdrawiam i czekam na opinie
Lucyy

poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 6: Nóż w plecy


Leon

Nie wierzę, po prostu nie mogę w to uwierzyć. Moja ukochana, która jeszcze kilka minut temu wyznawałam mi miłość i mój rodzony brat mogli by to zrobić? To jest jakiś obłęd. Myślałem, że Violetta to ta jedyna, że mogę jej zaufać. Ale jednak się myliłem. Mydliłam mi oczy przez tyle czasu, mówiła, że kocha, że chce spędzić ze mną resztę swego życia, ale ja byłem głupi i nabrałem się na jej gierki.
Ale z drugiej strony Violetta nie przyznała racji Fabianowi tylko uciekła. Może to tylko jakiś wymysł mojego brata? Nie wiem co mam o tym myśleć. Bardzo dobrze znam mojego brata i wiem, że jest zdolny do prawie wszystkiego. Oczywiście i tak prawda tak czy tak wychodzi na jaw. Może okaże się, że to tylko głupie pomylenie i wszystko będzie w normie. Moje przemyślenia przerwali Fabien i Violetta, który weszli do pomieszczenia . Może to nie pomyłka. Ten widok szarpał moje serce, ale spokojnie czekałem na jakieś wyjaśnienia.
Nasi rodzice szybko podnieśli się ze swoich poprzednich miejsc i popatrzyli na nich wymownie. Violetta lekko się uśmiechnęła choć to wyglądało troszkę kwaskowato.. Najpierw popatrzyła na swoją rodzicielkę, a potem na ojca, a następne zlustrowała nas swoim spojrzeniem. Przysunęła się bliżej bruneta i złączyli swoje ręce w jedno. Nie powiem ukucie w sercu bardzo zabolało.
-To prawda, przyjęłam zaręczyny Fabiena i przepraszam, że tak zareagowałem. Chciałam wam to powiedzieć trochę później.-lekko się uśmiechnęła i spojrzała na mnie. Patrzyłem na nią z niedowierzaniem i bólem. Jak ona mogła zrobić mi coś takiego. W ogóle tego się nie spodziewałem. Mocno wierzyłem, że ona mnie kocha i jeszcze przed chwilą też w to wierzyłem, ale teraz to już nie ma sensu. Przekreśliła nas, tak szybko. Zdradziła mnie i to z moim bratem, rodzonym bratem. Nie mogłem tego więcej wytrzymać. Ostatni raz spojrzałem na nią gniewnie i wyszedłem z domu jak najszybciej. Słyszałem jak za mną ktoś mnie woła, ale w ogóle nie zwracałem na to uwagi. Byłem naprawdę wściekły. Gdy byłem na posesji moich rodziców najpierw co pomyślałem, że pojadę gdzieś samochodem. Ale w ostatniej chwili zdecydowałem, że wole się przejść pieszo. Może troszkę wyluzuję.

                                                                     ***

Szedłem ulicami zastanawiając się nad moim życiem. Co teraz będzie. Mieliśmy tyle planów. Tyle pomysłów na życie. A nigdy bym nie pomyślał, że Violetta, ta krucha, ciepła, miła osóbka mogła by coś takiego zrobić. Zdradzić. Wbić nóż w plecy. Jednak jak mówią, pozory często mylą. Ale jak ja sobie teraz poradzę. Ja ją naprawdę kocham. Ale jeżeli ona nie odwzajemnia moich uczuć, a szczerze kocham mojego brata to usunę się im z drogi.
Nagle usłyszałem za sobą stukot obcasów i kobiecy głos, który mnie wołał. Od razu wiedziałem do kogo należy ten głos. Cicho westchnąłem i zatrzymałem się.
-Leon poczekaj.-powiedziała Violetta naprawdę zadyszanym głosem. Głośno westchnąłem i odwróciłem się w stronę dziewczyny.
-Czego chcesz?-powiedziałem zimnym głosem. Nie obchodziło mnie to co teraz powie. Już nawet domyślam się o czym będziemy rozmawiać. -No co chcesz mi powiedzieć?! ze bardzo ci przykro, że tak wyszło, że ty naprawdę go kochasz i chcesz żebyśmy zostali tylko przyjaciółmi tak?-zapytałem ironicznym głosem.
-Nie, Leon to w ogóle nie tak jak myślisz...-nie dałem jej dokończyć.
-A jak?! Zdradziłaś mnie, wbiłaś mi móż w plecy!-krzyknąłem poirytowany, choć w moim głosie można było wyczuć ból.
-Leon proszę, wysłuchaj mnie...-i znowu jej przerwałem.
-Wiesz co nie chcę z tobą rozmawiać. Cześć.-powiedziałem obojętnie i odszedłem.

             ***

Hej, hej, hej
Rozdział późno w powodu mojego lenistwa^^
No sory, ale naprawdę nie chciało mi się pisać
Ale już jest XD
Mam nadzieję, że wam się spodoba
Leonetta przeżywa kryzys...
Czy na długo...?
Okej nie przedłużam, bo sama za bardzo(za bardzo?!!!! nie znoszę notek XD) ich nie lubię
Czekam na komentarze :***********
Lucyy                                             
PS: Taki mały szantażyk
5 komentarzy = 7 rozdział XD                

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 5: To prawda


Violetta

Nie, nie i jeszcze raz nie! To wyszło w ogóle nie tak. Teraz ja miałam być szczęśliwa z Leonem, a nie w jakiejś głupiej pomyłce spowodowaną jakąś głupią obrączką. Jak w ogóle mogłam się na to zgodzić? Jak?!
W raz z Fabienem pobiegliśmy za jego matką. Obaj dobrze wiemy, że odebrała to nie tak jak powinno być. Po niecałych 8 sekundach obaj staliśmy na środku salonu. Po minach zebranych tam osób było widać, że już pani Verdas zdążyła wszystko im powiedzieć Wszyscy patrzyli na nas z nie do wierzeniem. Ale najbardziej bałam się reakcji Leona.W duchu modliłam się, że da mi to wszystko wytłumaczyć i znowu będzie dobrze.
- To prawda?-jako pierwszy ze wszystkich zebranych tutaj odezwał się ojciec bruneta i szatyna. Milczałam, choć chciałam od razu zaprzeczyć. Ale nie mogłam, byłam w ogromnym szoku. Nagle poczułam czyjeś ręce na mojej talii i podbródek na ramieniu. Na to uczucie lekko się wzdrygnęłam. Leciutko przechyliłam głowę w lewą stronę. To co zobaczyłam po prostu zwaliło mnie z nóg. Teraz już na pewno z tego szybko nie wybrnę. Brunet spojrzał mi w oczy i czule się uśmiechnął. Chciałam coś powiedzieć, lub się porostu się ruszyć. Powoli uwalniałam się z jego uścisku, ale chłopak wzmocnił uścisk. No teraz to w ogóle nie mogę się poruszyć.Już chciałam wszystkiemu zaprzeczyć i powiedzieć jaka jest prawda. No ale jak zawsze Verdas nie dał mi dojść do słowa.
- Tak to szczera prawda.-powiedział pewny siebie.-Oświadczyłem się Violi i teraz jest tylko moja. Kocham ją .-"Co on do cholery wymyślił?!" Wszyscy powoli zaczynali się oswajać z tą informacją. Tylko Leon dalej wpatrywał się ze mnie. W jego oczach było wymalowane ból i zawód. No tak nie codziennie się dowiaduje, że własny brat i najukochańsza kobieta są narzeczeństwem
- Violetto to prawda? I ty też go kochasz?- zapytała dla pewności moja mama. Chciałam zaprzeczyć, ale brunet bardzo mocno ścisnął moją prawą dłoń. W ogóle nie zareagowałam, ale przyznam zabolało..Spojrzałam za nadal mnie przytulającego chłopaka. Spojrzał na mnie wymownie. Widocznie chciał, żebym przyznała, że to jest prawda.O nie, nie doczeka się tego.Szybkim i stanowczym ruchem wyrwałam mu się z objęć i spojrzałam na niego złowrogo.Następnie jeszcze raz spojrzałam na przyglądających się nam osobom. Na pierwszy rzut oka było widać, że w ogóle nie wiedzą o co chodzi.Jeszcze raz spojrzałam na bruneta. Tym razem on patrzył na mnie z błagalnym wzrokiem."Nakłamałeś, to teraz to wszystko napraw"pomyślałam i pewnym krokiem ruszyłam w stronę frontowych drzwi. Stanowczym ruchem otworzyłam je i wyszłam przy okazji trzaskając. Drzwiami. Ciekawie jak się teraz z tego wy pląta. szybkim krokiem szłam do pobliskiego parku. Droga nie trwała zbyt długo. Po nie całych 5 minutach byłam na miejscu. Gdy weszłam na dróżkę prowadzącą wzdłuż parku, zwolniłam.. Podeszłam do niewielkiego jeziorka znajdującego się w parku. Skręciłam już węszą dróżką w stronę wody.  Na miejscu zobaczyłam  ławkę. Postanowiłam na chwilę usiąść i wszystko przemyśleć. Siedziałam tak i obmyślałam, co przez to wszystko chciał  uzyskać Fabien.
Usłyszałam kroki za mną. Odgłos co raz był głośniejszy. Nawet nie chciałam sprawdzić kto to. Po kilku sekundach usłyszałam, że ktoś siada obok mnie. Spojrzałam w tam tą stronę i zobaczyłam  Fabiena. Tak naprawdę spodziewałam się Leona, ale w ten sposób będę mogła dowiedzieć się co planował brunet.
- Violu...-zaczął mówić, ale mu przerwałam
- Dlaczego to zrobiłeś, co z tego chciałeś mieć.- zapytałam prosto z mostu.
- Dobra nie będę ściemniał. Chce mieć lepsze alibi u moich rodziców.- dobra teraz byłam przekonana, że nie kłamie. Gdyby to zrobił jego odpowiedź brzmiała by  zupełnie inaczej.
- Ale po co to wszystko zrobiłeś? Po co mnie w to wyciągnąłeś.
- No bo gdy by rodzice myśleli, że skończyłem z tymi moimi gierkami, to mieli by większe zaufanie do mnie i miałbym pewność, że na 100% będę miał tą firmę.
- To znaczy, że to kupno tego pierścionka było ukartowane i, że nie ma żadnej blondynki i żadnego znajomego ze studiów?- zapytałam oburzona.
- Nie no , to wszystko jest prawdą.
- Ale musiałeś to zaplanować?
- Czysty spontan..-powiedział szczerze.
- Ale na pewno coś ten kolega ci obieca, bo jak znam życie to za nic byś tego nie zrobił.
- No coś tam sobie ustaliliśmy.
- Czyli co?- zapytałam podejrzliwie. Chłopak wciągnął głośno powietrze i niewinnie się uśmiechnął.
- Ta blondynka ma bardzo ładną siostrę.- no ręce mi opadają. Przewróciłam oczami .
- Więc tak chcesz uzyskać to alibi sypiając z jakąś laską?!- zapytałam lekko zdenerwowana.
- Nie, nie. To alibi chcę osiągnąć dzięki tobie. Tylko musisz mi w tym pomóc.-opowiedział lekko wymachując rękoma.
- Nie!- krzyknęłam poirytowana.- Wybij to sobie z głowy!. Nie będę udawać swojej dziewczyny.- warknęłam groźnie i już chciałam odchodzić, ale brunet chwycił mnie z rękę i z powrotem posadził na ławce.
- Słuchaj, chciałem to załatwić spokojnie. Ale widać, że z tobą tak się nie da.- powiedział zdenerwowany.
- Nic na mnie nie masz!- syknęłam mu prosto w twarz. Uśmiechnął się chytrze i podniósł pytająco brew.
- Czy aby na pewno?- zapytał z przekonaniem. Szybko wyciągnął telefon z kieszeni spodni.- No i proszę, mamy tu jakiegoś kolesia  pijącego wódkę z kieliszka, który jest umieszczony pomiędzy biustem Violki.- powiedział chytrze uśmiechając się i odwrócił ekran w moją stroną, by i ja mogłabym to zobaczyć.
"O kuźwa!" Skąd on to ma!?
- A wiesz kiedy to się wydarzyło?- zapytał zabawnie poruszając brwiami. Choć nie było mi do śmiechu. - Dokładnie 2 dni przed tym jak ty i Leon staliście się parą. Ciekawe jaka by była jego reakcja, gdyby to zobaczył. Chcesz się przekonać?- zapytał dla pewności chowając telefon z powrotem do kieszeni.
- To co, dogadamy się?


                                                                   ***
No i mamy nexta :D
Przyznam, ten rozdział pisał się naprawdę dobrze
I może (albo i nie) pojawi się następny rozdział
Co do Leonetty nie dójcie się będzie (chyba)
Okej nie przedłużam
Lucyy





niedziela, 21 września 2014

Rozdział 4: Ściągnij go

Violetta

Ja i moi rodzice jedziemy na kolacje do rodziny Verdasów. Jestem naprawdę podekscytowana. Od południa szykowałam się na tą kolację. Wreszcie będę mogłam powiedzieć swojej rodzinie i znajomym o moim to znaczy naszym szczęściu. Nie mogę się doczekać i zadowolonych, lub nie min. Ale na pewno będą szczęśliwi, bo jak tu się nie cieszyć gdy najbliźsi są w niebo wzięci. Tak bardzo go kocham, że nawet słów mi brakuje. Nagle zobaczyłam naprawdę duży dom. Chwila co ja mówię to nie dom tylko willa. Na sam jego widok szerzej się uśmiechnęłam. Gdy mój tata zaparkował koło już stojących 3 samochodów. Jeden z nich od razu rozpoznałam. To był samochód Diego. A te 2 pozostałem pierwszy raz widzę.  Oj tam nie będę tu tak stała i zastanawiała się czyje to samochody. Odwróciłam się w drugą stronę i szybkim krokiem poszłam w stronę drzwi. Wyminęłam moich rodziców i kilka metrów później byłam już przed dużymi ciemnymi drzwiami willi państwa Verdas. Energicznie zapukałam do drzwi. Po kilku sekundach usłyszałam zbliżający się odgłos obcasów uderzających w podłogę. Drzwi się otworzyły a w nich stała dość wysoka blondynka. Jak zawsze uśmiechnięta mama Leona. Ona jest kobietą nie z tej ziemi. Wszystko ma idealne. Idealnie ułożone włosy, Przepiękną sukienkę, idealnie dopasowaną do jej nienagannej figury. Nogi miała szczupłe i długie, na ich były wysokie szpilki koloru czarnego.
-Witaj Violu.-powiedziała swoim melodyjnym głosem. Boże jak ja jej zazdroszczę ... no prawie wszystkiego.
-Dzień dobry proszę pani-powiedziałam z tak samo szerokim uśmiechem. Z jej twarzy  znikł uśmiech i przewróciła znacząco głową. Z puściłam głowę i lekko się zaśmiałam.-Przepraszam Lien.-Lepiej -powiedziała i znowu na twarzy pojawił się uśmiech. Jeszcze przywitała się z moimi rodzicami i wpuściła do środka. W salonie było już prawie wszyscy zebrani. Brakowało tylko ojca Bliźniaków. Pani domu powiedziała, że za chwilę powinien być. Więc wszyscy postanowiliśmy, że poczekamy na niego.Popatrzyłam na Leona i szeroko się uśmiechnęłam. Odwzajemnił uśmiech i podszedł do mnie.
-Gotowa?-zapytał patrząc na mnie.
-Jak nigdy.-odpowiedziałam pewna siebie. Od razu na jego twarzy pojawił się szerszy uśmiech.- To na kolacji?-zapytałam dla upewnienia się
-Tak nie martw się wszystkim się zajmę .
-A ja coś mam powiedzieć?-zapytałam.
-Tylko nie powiedzieć, że to nie prawda.powiedział i się zaśmiał
-Nigdy tego nie zrobię.-chciałam do niego się przybliżyć i go pocałować, ale przerwał mi to brat szatyna.
-Violu możemy porozmawiać?-a no przecież, miałam przymierzyć tą obrączkę.
-Tak już idę -powiedziałam i poszłam za Verdasem. Wymijając Leona szepnęłam  mu na ucho, że go kocham.. Cały czas szłam za brunetem.. Zatrzymaliśmy się dopiero  w jego pokoju. Zamknął za mną drzwi i podszedł do biurka. Ja postanowiłam usiąść na jego łóżku. Fabien otworzył jedną z szuflad biurka i wyjął czerwone pudełeczko  z pierścionkiem, który wczoraj kupiliśmy. Stanął przed mną i spojrzał wymownie."O nie tak łatwo nie będzie" pomyślałam.
-Uklęknij, bo ja nie będę wstawać.-powiedziałam pewna siebie pokazując podłogę. Chłopak przekręcił oczami, ale w ogóle się nie poruszył. Chytrze się uśmiechnęłam i jeszcze raz pokazałam palcem podłogę. Wypuścił powietrze z ust i uklęknął przed mną na jedno kolano. Otworzył pudełeczko i znowu popatrzył an mnie. Ja podsunęłam mu lewą rękę. On popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Nie założysz sama tego pierścionka?!-oburzył się.Pokiwałam przecząco głową i zabawnie poruszyłam palcami wyciągniętej ręki. Przechylił lekko głową i pokręcił z nie do wierzeniem. Wyjął pierścionek z pudełka i założył mi odpowiedni palec. Podniosłam lekko rękę i spojrzałam zadowolona na błyskotkę
-Piękny szepnęłam.-nagle drzwi się otworzyły i w nich stanęłam matka Fabiena i Leona.
-Fabien, Violu wrócił t...-nie dokończyła zdania gdyż zobaczyła na s w takie pozie. Jej mina była bezcenna. Ja i chłopak patrzyliśmy na nią a ona na nas. Nikt nie wiedział jak zareagować. Po nie całej minucie wpatrywania się w siebie blondynka szybko zamrugała i jak wiatr wybiegła z pomieszczenia. Popatrzyłam na Fabiena z przestraszeniem .
-Co robimy?-zapytałam.
-Ściągnij go .-powiedział pokazując pierścionek będący na moim palcu.
Zaczęłam go szybko zdejmować. Nie ma szans. Ani w tą ani we w tą. W ogóle nie chce się ruszyć z miejsca.
-Nie chce zejść!-krzyknęłam przerażona. On stał i gdzieś się wpatrywał.-Fabien! Co robimy?!-krzyknęłam usiłując zdjąć obrączkę.
-Idziemy tam.-powiedział poważnym tonem . Obaj ruszyliśmy w stronę drzwi.

                                                                         ***
No hej
Więc tak ten rozdział pisał się naprawdę dobrze i szybko
Jak sami widzicie akcja się rozwija
 A jak potem się potoczy to przeczytacie w następnych rozdziałach

Lucyy






piątek, 19 września 2014

Rozdział 3: Wybrać obrączkę

Fabien
Dzisiaj obudziłem się dość wcześnie jak na mnie. A dokładnie była 9.06.. Leniwie się przeciągnąłem i  zacząłem obmyślać co dzisiaj będę robić. Wiem jedno nie mogę tak bezczynnie leżeć i coś obmyślać. Nie jestem taki. Działam pod impulsem, spontanicznie, dlatego  czasami  wybrany przez mnie pomysł jest zły i ma swoje konsekwencje. Ale jak zawsze wychodzę z tego z dumą i bez szwanku.. Nagle usłyszałem jak mój telefon, który stał na szafce nocnej wibruje. Wyciągnąłem rękę w jego stronę i chwyciłem go. Przed odebraniem spojrzałem na  wyświetlacz "Nico". Nie  pytajcie o niego, to nikt ważny. Nacisnąłem zielony przycisk i przyłożyłem czarnego Iphona do ucha
-Halo...-powiedziałem znudzony.
-Hej tu Nico.- powiedział radosnym głosem chłopak.
-Hej czego chcesz?-powiedziałem z lekkim wyrzutem.
-Ooookej, to może zacznę od początku. Więc tak... pamiętasz tą słodką blondynkę o rok młodszą od nas... tą z uniwersytetu...?- zapytał z lekką nadzieją
-No coś tak pamiętam..
-No więc od jakiegoś czasu podkochuje się w niej... i słyszałem jak mówi o mnie swoim koleżankom... i nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy, chyba się zakochałem , ale tak na pow...- nie dałem mu skończyć
- Streszczaj się .- powiedziałem stanowczo.
-Okej sory, no więc tak chce, żebyś kupił jej pierścionek zaręczynowy i i mi go przysłał.
-Co? Dlaczego akurat ja?
-No ba ty znasz się na tym i na pewno pomoże ci jakaś ślicznotka...-powiedział podejrzliwym tonem.
-Nie, nie ma mowy,-krzyknąłem zirytowany.
-Oj no pomyśl jeszcze... proszę...-mówił błagalnym tonem
-A co ja z tego będę miał- zapytałem.
-No ona ma bardzo ładną siostrę... bardzo młodą, ładną siostrę.-tymi słowami mnie zaintrygował.. Zacząłem się zastanawiać.
-No nie wiem...
-Jeśli się zgodzisz będziesz pierwszy.- okej ten argument jest bardzo dobry i przekonał mnie do tego. Ustaliliśmy kilka bzdetów i miałem już dziś co robić po południu. A nawet wiem kto mi w tym pomorze...

Violetta

Siedzę w moim pokoju przed komputerem i szukam materiałów materiałów  na egzaminy. Choć są wakacje ja i tak  kiedy mam wolny czas, zamiast się obijać zaczynam się przygotować. Dla nie których może to wyglądać głupio, że ktoś się uczy w wakacje. Ale taka prawda, jak chce zdać egzaminy to trzeba się postarać. Byłam tak wciągnięta czytaniem , że nie słyszałam prawie niczego. Była idealna cisza, a jak się tak wyłączam to w ogóle jest bajka. W takim transie czytałam gdzieś 15 minut aż nie zadzwonił mój telefon. Gdy usłyszałam dźwięk to aż podskoczyłam. Spojrzałam na dzwoniący biały telefon, który stał na biurku koło laptopa przy którym obecnie siedziałam.. Wyciągnęłam rękę w stronę urządzenia i chwyciłam go.Przed odebraniem spojrzałam na wyświetlacz "Fabien". Czego on od mnie chce?-zapytałam siebie w myślach.
-Halo?
-No hej Violu, jak tam?-zapytał wesołym głosem.-Dobrze a jak tam u ciebie?
-Może byś... słuchaj przejdę do konkretów.Musisz mi w czymś pomóc.
-Zamieniam się w słuch.-powiedziałam opierając się o krzesło
-Więc,  musisz mi pomóc wybrać obrączkę.-"obrączkę?!" chyba się przesłyszałam.
-Czekaj, czekaj czy ty chcesz się komuś oświadczyć...? Ty?-zdziwiłam się
-Przecież mnie znasz, nigdy tego nie zrobię, a obrączka będzie potrzebna dla mojego kolegi. Toco pomożesz.-zapytał
-No dobra . To kiedy się spotykamy?

                                                                 ***

-Dobra, Violetta szybciej wybieraj bo nie chce mi się tutaj tyle czasu stać- cały czas narzekał
-Fabien uspokój się i jeszcze chwile poczekaj.-zaczęłam go uspokajać.
Nie minęło kilka minut a znowu usłyszałem jego głos.
-Ile jeszcze?-i znowu to samo. Westchnęłam głośno i jeszcze raz spojrzałam na stojące przed mną pierścionki zaręczynowe.
-Ten .- wskazałam na jeden z 5 pierścionków.
-Oczywiście, zaraz zapakuje.- powiedziała ekspedientka i zgarnęła wszystkie błyskotki, które były na stole.
-Wreszcie.-usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się w jego stronę i się uśmiechnęłam.
Szczęśliwy?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-powiedział z ulgą
-Będą państwo płacić kartą, czy gotówką.? przerwała nam młoda kobieta.-Verdas wyjął kieszeni jakąś kartkę i podał ją kobiecie.
-Proszę wysłać rachunek na ten adres.
-Oczywiście.- następnie wyszliśmy z  sklepu jubilerskiego i zaczęliśmy wolnym krokiem iść do samochodu bruneta
-Tooo, może go przymierze, sprawdzę jak wygląda na palcu.-zasugerowałam
-Dobry pomysł, ale w domu.-powiedział idąc przed siebie.
-Okej.-bąknęłam i szłam dalej.

                                                                   ***

Fabien odwiózł mnie do domu a sam pojechał jeszcze do Diego. Gdy tylko weszłam do domu, przywitała mnie moja mama z wieścią, że za chwile będzie obiad. Jak dobrze wracać do takiego ciepłego i pełnego pozytywnych uczuć domu. Cicho wsetchnęłam i poszłam do swojego pokoju, żeby się odświerzyć. Weszłam do wcześniej wymierzonego pokoju i  gdy byłam już w środku obejrzałam się dookoła. Wszystko było po staremu.. Podeszłam do łóżka gdzie postawiłam moją torebkę na ziemi a sama rzuciłam się na nie. W takiej pozie leżałam gdzieś 5 minut, kiedy przypomniałam sobie o moim kotku. Od razu na mojej warzy zawitał uśmiech.Szybko wstałam z łóżka i wzięłam z torebki mój telefon.. Szybko wybrałam jego numer i zaczęłam czekać na odebranie połączenia. Po trzech sygnałach odebrał.
-Hej kotku.-usłyszałam jego przyjemny głos.Gdy  słysze jego głos zawsze czuje się jak małe dziecko dostało najlepszego lizaka na świecie, albo jak bym dostała zimną wodę do picia w naprawdę gorący dzień.
-Hej misiu nawet nie wiesz jak tęskniłam,-powiedziałam znów kładąc się na łóżku.
- To jak tam minął dzień mojej księżniczce?-na te słowa do razu się zarumieniłam-Rumienisz się?-zapytał podejrzliwie. A w ogóle skąd on wie o tym co ja teraz zrobiłam
-Skąd wiesz?-zapytałam z uśmiechem.
-A takie przeczucie-cicho się zaśmiałam- A wiesz co, udało mi się załatwić tą kolację.-powiedział dumny z siebie.
-Naprawdę?A kiedy ona będzie?=zapytałam ciekawa.
-No i to będzie najlepsze, dzisiaj wieczorem.
-Serio?!Już się nie mogę doczekać.-powiedziałam z godnie z prawdą
-Ja terz się cieszę.Nie będę musiał się przed niczym kryć.
-Tak ja też...-los chciałam, żebym nie skończyła zdania.
-Violu, chodź na obiad.-usłyszałam głos mojej mamy.
-Już idę.-odkrzyknęłam jej.-Przepraszam muszę  już iść na obiad spotkamy się wieczorem.
-Kocham cię-usłyszałam słowa od których aż się chce zacząć krzyczeć ze szczęścia.
-Ja ciebie też kocham kotku.-powiedziałam to naprawdę czule i się rozłączyłam.Przytuliłam do siebie swój telefon i z bananem na twarzy siedziałam przez kilka minut.
-Violetta-usłyszałam zirytowany głos mojej mamy.-Idziesz, czy nie?!
-Idę, idę!

                                                           ***
Noooooooooooo heeeej ^^
Więc rozdział pisał się całkiem nieźle
Choć w tym rozdziale chciałam zrobić duuuuuuuuużo więcej
Ale jakoś się przedłużyło i nie wyszło
Oki więc czekam na wasze opinię

Lucyy


wtorek, 16 września 2014

Rozdział 2: Zakochałaś się?!

Violetta
Do kawiarni wpadłam jak szalona. Miałam lekko potargane włosy. Więc je ręką starałam się doprowadzić do porządku.Gdy byłam już w większości ogarnięta zaczęłam rozglądać po pomieszczeniu. Kawiarnia nie była za duża, lecz klientów przyciągała swoją przepyszną kawą i domowymi ciastkami.jeszcze kiedy uczęstniałam do liceum, ja i Włoszka naprawdę często tu zagłądałyśmy. Można powiedzieć, że codziennie. Uwilebiałam to miejsce. Zawsze było tu taka ciepła, miła atmosfera. Wystrój kawiarenki prawie się nie zmienił, kremowe ściany świetnie komponowały się z ciemnymi meblami. Duże okna rozświetlały całe pomieszczenie .. Po prawej stał niewielki bar a przy nim  stali  jacyśludzie. To na pewno kelnerzy.
Zaczęłam rozgłądać się  w poszukiwaniu pięknej dziewczyny. Po kilku sekundach dostrzegłam siedzącą przy oknie lekko podenerwowaną dziewczynę.
-Fran...-szepnęłam sama do śiebie. Nie czekają ani sekundy dłurzej ruszyłam w tą stronę. Zwinnie pokonałam przeszkody czyli stoliki sna mojej drodze do wybranego miejsca.
-Powiedz, bardzo się spóźniłam?- zapytałam z ogromnym uśmiechem na moje buzi. Dziewczyna na mój głos podniosła głowę z nad menu i trż szeroko się uśmiechnęła.
-Violetta.- powiedziała wstając.Wysoka dziewczyna obeszła stolik do okoła i mocno mnie przytuliła. Odwzajemniłam jej uścisk
-Tak bardzo tęskniłam.-szepnęłam nadal ją przytulając. Gdy oderwałyś my się od siebie uśiadłyśmy na ciemnych drewnianych krzesłach.
-To co zamawiasz?-zapytała Francesca powracając do przeglądanie listy dań .
-To samo co zawsze.-powiedziałam pewna siebie i oparłam się o oparcie krzesła.
-Okej to ja też.-powiedziała i zamknęła książkę którą trzymała w ręce.Na kelnera czekałyśmy milcząc. Gdy podszedł do nas wysoki, dobrze zbudowany blondyn, powiedziałyśmy mu co chcemy dzisiaj zjeść. Szybko zapisał wszystko w notesie i odszedł bez słowa. Nastała niezręczna cisz. Trwała ona tak z 2 minuty. Jako pierwsza odważyła się odezwać czarnowłosa.
-No Violu, powiec jak tam w Madrycie?...-cicho westchnęłam
-Nie jest to samo co Buenos Aires ale nie skarze się.
-A jak tam na uczelni ,Wszystko dobrze...-dalej drążyła ten temat
-Świetnie. W przyszłym roku mam egzaminy końcowe, a potem będę mogła pójść do pracy.-uśmiechnęłam się blado.W odpowiedzi dziewczyna pokiwała głową
-A jak tam u ciebie?
-Wszystko wspaniale. Bardzo dużo pracy, ale czego się nie robi dla lepszej przyszłości.i znowu ta cisz ona mnie kiedyś zabije. Po jakichś 5 minutach kelner przyniósł nasze zamówienie. Przed mną postawił jeszcze ciepła szarlotkę z lodami, a Włoszce tiramisu.. Odchodząc rzucił ciepłe smacznego. Zaczęłam jeść ciasto i przyznam , że jest przepyszne. Gdy już kończyłam konsumować przysmak dziewczyna postanowiła się odezwać.
- To jak tam sprawy sercowe? No bo sama wiedz ja na żadne romanse nie mam czasu, więc może tobie się powiodło w tych sprawach.-powiedziała  Francesca połykając to co miała w ustach.Na to pytanie prawie co się nie zakrztusiłam. W ogóle nie przemyślałam tego pytania. Co ja teraz powiem. Prawdę? Nie mogę. obiecałam Leonowi.
-Violu co jest? Zakochałaś się?

                                                                            ***

Leon
Siedzę w swoim pokoju i myśle jak by tu ich wszystkich  mieć w jednym miejscu. Che to zrobić jak najszybciej. Nie znoszę mieć  Przed rodziną i znajomymi  tajemnic. Może zrobić taką jakby kolację. Tak to będzie najlepsze wyjście. Po proszę mamę, a ona na pewno się zgodzi
Gdy obmyślałem cały plan postanowiłem zadzwonić do Vilu. Zgarnąłem z biurka czarny Iphon, odblokowałem go  i wybrałem numer do szatynki.Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... czwarty... odebrała
-Halo?-usłyszałem jej głos.
-Cześć kotku. Jak tam?
-Tak tato...
-Co? Violu to ja.-zdziwiłem się
-Tato mówiłam ci, że idę na spotkanie z Fran.
-Violetta nic ci nie jest?=zapytałem podejrzliwie.
-Dobrze już wracam..-powiedziałem zrezygnowana i się rozłączyła.Dobra o co tu chodzi. Popatrzyłem na ekran w telefonu z ogromnym zdziwieniem. Patrzyłem na urządzenie aż znowu nie zadzwoniła moja dziewczyna.
-Halo?-powiedziałem nie pewnie.
-Hej. Sory za to Fran może coś podejrzewać, ale dzięki ci. Uratowałeś mnie.
-To się cieszę mam już pomysł jak wszystkim to powiemy.
-No to słucham..
-Po proszę mamę aby zorganizowała kolację na której zaprosimy twoich rodziców, oczywiście ciebie i naszych znajomych.
-Świetnie zwyczajnie i bez  dużego wybuchu.
-No już nie mogę się doczekać aż...-nie zdążyłem dokończyć, ponieważ do pokoju wtargnął mój nie znośny brat.
-Aż co.-zapytał zorglądając się po pokoju.
-Aż nic .-dokończyłem zwracając się do  niego.-Jeśli masz do mnie jakąś sprawę to mów albo wynocha stąd.-powiedziałem z niechęcią.
-Mama cię woła.-powiedział nadal rozglądając się  po pomieszczeniu. Ciężko westchnąłem i już zacząłem mówić do telefon.-Okej słuchaj muszę kończyć jutro zadzwonię i wszystko o mówimy.
-Oki to do jutra. Kocham cię.-powiedziała słodko szatynka po  drugiej stronie.Na te słowa lekko się uśmiechnąłem.W ogóle zapomniałem, że w pomieszczeniu nie jestem sam.
-Pa, ja ciebbb...-w porę wróciłem na ziemie. Brunet wpatrywał się we mnie badawczo a ja ty samym wzrokiem na niego. Pod presją jego wzroku szybko rzuciłem zwykłe, suche "cześć". Rozłączyłem się  i cicho westchnąłem
-Z kim rozmawiałeś?- zapytał zaciekawiony  chłopak.
-Z nikim ważnym - bąknąłem i odłożyłem mój telefon na biurko stojące nieopodal.. Fabien już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale przerwał mu głos dochodzący z dołu.
-Chłopaaaaki...- usłyszałem głos naszej mamy.Głośno westchnęliśmy i razem powiedzieliśmy
-Idziemy..- ale to tak wiało nudą, że po prostu od tego słowa można było zasnąć na stojąco.

                                                                 ***
No wreszcie
nowy rozdział
Ze szkoły wracam bardzo późno a potem czeka mnie praca
Nie mam czasu nawet na lekcje
Okej mam nadzieje, że rozdział 3 będzie szybciej

Dziubek;*
Lucyy
PS: a i przepraszam za taki smętny rozdział, mam nadzieje, że w następnym coś się zacznie dziać

piątek, 12 września 2014

Rozdział 1: Już w domu

Violetta
Właśnie siedzę w samolocie, który leci do Buenos Ares.Wreszcie wakacie. Czuje, że coś przez te 2 miesiące się stanie.Ale to tylko głupie poczucie. Bardzo chciałabym je spędzić z moim ukochanym.Przy nim czuje się taka bezpieczna, taka, kochana.Wiem, że Leon jest tym jedynym i, że właśnie z nim chce iść przez to czasami okrutne życie.Chciałabym z nim prowadzić firmie, żeby nie było tak, że wychodzę do pracy i już za nim tęsknię.Chciałabym mieć z nim dzieci, patrzeć na nich jak rosną, w trudnych momentach poradzić, pocieszyć. Dobra nie mogę się jeszcze tak rozmarzyć, ponieważ najpierw musimy powiedzieć naszym rodzicom o naszym związku. Postanowiliśmy w raz z moim ukochanym, że powiemy im to osobiście.
Już nie mogę się doczekać ich min.
-O czym tak myślisz?-z moich wyrwał mnie głos mojego chłopaka. Odwróciłam głowę w prawą stronę i zobaczyłam szatyna, który badawczo mi się przyglądał. Na jego widok lekko się uśmiechnęłam.
-O wszystkim...  głównie to o nas-odpowiedziałam patrząc przed siebie i kładąc swoją głowę na ramieniu chłopaka.
-Aha.A może się teraz prześpisz bo droga jeszcze długa .?-zapytał lekko przechylając głowę.Uśmiechnęłam się pod nosem i zamknęłam oczy.
-Dobry pomysł.-wyznałam wtulając się w ramię Verdasa.
 Zasnąć w lecącym samolocie, pełnym ludzi to naprawdę duże wyzwanie.Za nic nie mogłam odpłynąć.Jakieś dziecko za mną wciąż kopało fotel na  którym ja siedziałam.Mało brakowało, żebym się nie odwróciła i czegoś nie powiedziała, ale Leon to zauważył i w porę zareagował.Powiedział, żebym nie zwracała uwagi i, żebym położyła głowę mu na kolanach.Bez zbędnych słów wykonałam jego polecenie.Gdy tak leżałam czułam się wspaniale. Te kopanie nie było już tak odczuwalne, a głaskanie mojej głowy przyprawiało mnie o dreszcze, których nie mogłam opanować.Nawet nie poczułam jak odpływam do krainy Morfeusza.
                                                                   ***
-Violu wstawaj.Zaraz lądujemy.-usłyszałam łagodny głos mojego chłopaka.Leniwie otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam to twarz lekko uśmiechniętego, przystojnego szatyna.-Zapinaj pasy.Zaraz lądujemy.-powiedział szerzej się uśmiechając i całując mnie w czoło .Przeniosłam się do pozycji siedzącej i zapięłam pasy tak jak powiedział to mój ukochany.Przez chwile w znajdujący się przed mną fotel.Cicho westchnęłam.
-Co się dzieje?-usłyszałam lekko zamartwiony głos Leona.Automatycznie swój wzrok przeniosłam w stronę z wydobywał się ten tak znajomy głos.
-Wszystko w jak najlepszym porządku kochanie.-powiedziałam czule się uśmiechając.Verdas odwzajemnił uśmiech i przybliżył się do mojej twarzy.Zamknęłam oczy i po niedługiej chwili poczułam miękkie i cieple usta chłopaka.W tym pocałunku czułam jak chłopak przelewa całą swoją miłość.To uczucie aż ciężko opisać.To tak jakbym zaczęła latać bez skrzydeł,Właśnie w takich chwilach czuje się potrzeba komuś, kochana przez kogoś.Jeszcze nigdy przy żadnym chłopaku tak się nie czułam i nawet od rodziców nie dostawała tyli miłości jak od tego przystojnego szatyna.
Leon zawsze opiekował się mną, nigdy nie pozwalał, żebym płakała.Był ze mną nie tylko w tych szczęśliwych i dobrych momentach życia , ale i tych złych.Chlopak opiekowal się mną nawet kiedy jeszcze nie byliśmy razem. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ten przystojny szatyn będzie kimś więcej niż przyjacielem do którego mogę przyjść o każdej porze dnia .Moglam na niego liczyć w karzdej sprawie.Wiedziałam, że mogę się wyżalić, poprosić o radę czy po prostu posiedzieć w tej przyjemnej ciszy.
Gdy poczułam, że usta Leona odrywają się od moich powoli otworzyłam oczy i czule się uśmiechnęłam.
-Kocham cię -szepnęła patrząc prosto w jego szmaragdowe oczy
-Kocham cię.
                                                                ***
Już jestem w moim domu,Tak naprawdę to dom moich rodziców, ale jak skończę studia to postaram się znaleść coś sobie.Leon pojechał do domu swoich rodziców właśnie tam będzie teraz mieszkał.Puki co nikt jeszcze nie wie, że jesteśmy.Postanowiliśmy im to powiedzieć gdy wszyscy będą w jednym miejscu. Już nie mogę się doczekać tego dnia. Nie dlatego, żeby wszyscy o nas wiedzieli ale po prostu, żebym mogła bez ukrycia spotykać się z moim ukochanym.
Obecnie stoję przed moją szafą i wybieram jakieś odpowiednie ubranie na spotkanie z moją najlepszą przyjaciółką za czasów liceum.Francescą.Tak samo jak ja i Leon na wakacie wrócila do Buenos Aires.
Choć jej rodzice pochodzą z Włoch,  rodzina Cauvigla  zadomowiła się w Argentynie.I z tego powodu bardzo się cieszę, ponieważ bardzo kocham tą dziewczynę. Oczywiście jako przyjaciulkę.
Już od początku szkoły średniej wiedziałam, że będziemy bardzo dobrze się dogadywać.Uwielbiam Francescę za jej charakter. Zawsze umie wysluchać, pocieszyć. Choć Leona nie przebija. Ale nie mówię, że między nami zawsze było idealnie. Mialyśmy gorsze dni i czsem nawet się klucilyśmy się ale to bylo tylko chwilowe. Byłyśmy dla siebie wielką podporą w tych czasami trudnych czasach licealnych. Wiecie pierwszy związek, pierwsze zerwanie najbadziej boli. Byłyśmy młode i głupie a teraz zastanawiam się dlaczego kiedyś tak się zachowywałam.
Tak przesuwając wieszaki z ubraniami zastanawiam się co tu wybrać. Ciężko westchnęlam. Odwróciłam się i wolny krokiem podeszłam do łóżka które stało niedaleko od mojej dużej szafy z ogromny lustrem. Bezwładnie o padłam na miękkie łóżko .Przez nie całą minutę tępo wpatrywałam się w jakiś punk przed siebie. I znów ciężko westchnęłam. Odwróciła głowę w prawą stronę i zobaczyłam szafkę  nocną na której stal mój biały smartfhon i kilka zdjęcie zrobionych jeszcze za lat liceum. Przysunęłam się bliżej małej komody.
Wzięłam do ręki jedną z trzech ramek ze zdjęciem. Na nim byly 2 dziewczyny.Ja i Czarnowłosa Włoszka. Pamiętam jak zrobiłam to zdjęcie. Wtedy pierwszy raz poszłyśmy do klubu i tak się upiłyśmy, że do dziś nie wiem jak trafiłam do domu. Z powrotem odłożyłam zdjęcie na miejsce. Następne zdjęcie ukazywało mnie kiedy zakończyłam szkole. Ostatnie zdjęcie przedstawiało mnie, Fran, Kuzyna Włoszki Federica. To zdjęcie było zrobione w wesołym miasteczku po tym jak wysiedliśmy z kolejki górskiej. Zdjęcie było naprawdę dobrze zrobione, ale nigdy tego nie zapomnę co stało się później. Mianowicie Fede zwymiotował na jaką dziewczynę stojącą za nami. Na to wspomnienie szeroko się uśmiechnęłam a następnie odstawiłam zdjęcie na poprzednie miejsce. Glośno westchnęla. "Dobrze tak czasami powspominać".Powiedziałam to sobie w myślach. I kolejny raz spojrzałam na komodę,Moje spojrzenie przykuło białe urządzenie.Wzięlam go do ręki o nacisnęlam, żeby się odblokowalo. Nikt nie pisał, nie dzwonił ...Następnie spojrzałam na godzinę"16.48"
O boże zaraz się spóżnie na spotkanie.Szybko wstałam i podbiegłam do szafy z której wyjęlłm biały top, czerwoną bejsbolówkę, czarne krótkie spodenki.Hmm nawet fajnie wyglądam. Spontan to dobre wyjście w wybieraniu ubrań. Przeczesałam włosy , chwyciłam torebkę i szybko zbiegłam po schodach krzycząc, że wychodzę. Przed drzwiami frontowymi ubrałam na nogi białe Vansy i jak rakieta wybiegłam z domu.
                                                                       ***

Wow
Nie miałam pojęcia, że aż tak się rozpisze
Ale według mnie lepiej jak jest więcej niż mniej
To tak akcja dopiero rozkęci się w 3-4 rozdziale
To tyle
Do następnego
Dziubek:*

Lucyy


Theme by violette